placebo – black market music. slucham i wspominam czasy studenckie.. . jak to bylo beztrosko, bo mialam to szczescie, ze rodzice pieniazki dawali. egzaminy JAKOS sie zdawaly, picie do switu(nie ma sie czym chlubic, wiem), faceci, walka z kompleksami(jeszcze czasem cholerstwo daje o sobie znac), dwa wlamania do mojej chaty(stracilo sie nowego boom boxa, suszarki, telefony..), wariactwa z najlepsza kumpela na swiecie, masa spraw o ktorych normalnie sie nie pamieta, a w TAKICH CHWILACH same walcza, zeby powspominac.
moj ojciec, ktorego edukacja zakonczyla sie na technikum jakims(takie czasy..) zwykl mawiac do dziecka(ja): ‘pamietaj frozen_soul, podstawowka to czas na nauke, pozniej bedzie szkola srednia. a szkola srednia to NAJPIEKNIEJSZY OKRES W ZYCIU KAZDEGO CZLOWIEKA. teraz masz sie uczyc’. wiec frozen_soul uczyla sie zaciecie, wyczekujac tajemniczej szkoly sredniej, kiedy to COS waznego sie wydarzy i zycie nabierze innych barw.
w ogolniaku okazalo sie, ze ojciec KLAMAL. bo uczyc sie trzeba. i kolejna kwestia ojca: ‘ pamietaj frozen_soul, szkola srednia to czas nauki, czas wyboru, kim chcesz zostac w zyciu, czas przygotowania do studiow. a studia to NAJPIEKNIEJSZY OKRES W ZYCIU KAZDEGO CZLOWIEKA. ucz sie ucz sie ucz sie’. zastanawialo mnie, skad u niego wiedza o studiach, doszlam do wniosku, ze to kolejna sciema taty i oddalam sie BUNTOWANIU, w szerokim tego slowa znaczeniu. byly potezne wojny i nawalnice przechodzace przez rodzinne gniazdko, byly imprezy, przyjaciele, bylo troche dragow, byly glany, no wiecie.. . po pierwszej klasie przestalo mi na czymkolwiek zalezec. oprocz ‘przyjaciol’.
nie dostalam sie na studia. tata sie wstydzil bardzo, wiec zdecydowal, ze wysyla mnie na uczelnie prywatna. (nie docenialam tego gestu wtedy). zmienili sie ‘przyjaciele’, zmienily sie imprezy, ale nadal bylo beztrosko, o czym juz wyzej wspomnialam.
z perspektywy czasu mysle, ze to naprawde byly dobre lata. ze, pomimo tych glupstw, ktore popelnilam, mimo, ze ‘przyjaciele’ okazali sie tylko imprezowymi kumplami, bylo naprawde GREAT.
i wszystko tak sie ‘zlozylo’, zebym wyladowala(doslownie i w przenosni) TUTAJ. te wszystkie zbiegi okolicznosci, ludzie z ktorymi przyszlo mi myc gary, pozniej kelnerowac, ci ludzie i imprezy z nimi(tiaaaaa, nie wszyscy sie zmieniaja)wlasciwie pomogli mi odnalezc hmmm meza. bo.. gdyby jednak ten uniwersytet na przyklad wypalil, gdybym nie poznala tej najlepszej z kumpel, gdyby nie wpadla ona na wylot do dublina, gdyby mnie pozniej nie zostawila samej, gdybym nie poznala M., gdybym nie zmywala garow z S., gdybym nie poznala jej siostry, nie poszla z nia do pewnej knajpy, gdybym w koncu nie pila odpowiednio duzo, zeby wreszcie do niego podejsc i zapytac o ognia.. . sama nie wiem, czy wierzyc w to przeznaczenie, czy nie?
przynudzam, wiem. ale dzis w dobrym nastroju jestem. dzisiaj wierze, ze bedzie dobrze, ze zakoncze watek ‘sales assistant’ wkrotce, ze znow pojde odrobine wyzej. nie brzmi imponujaco.. . wina komus?
ps. tata slowem nie pisnal, ze ZYCIE to najlepszy okres w ZYCIU.
(zapewne zmienie zdanie juz jutro, ale TRWAJ CHWILO, TRWAJ).
28/02/2009 o 7:20 PM
Gość: zosia761, cpc1-inch1-5-1-cust94.dbln.cable.ntl.com 2006/03/06 23:55:28
Oj, ladne bardzo. Zycie to najlepszy okres w zyciu… chyba sobie gdziesz przyczepie na oczach jak znowu wpadne w dol, ze nic sie nie dzieje i ze mi nudno i ze nic ze soba nie robie i ze ….
fs 2006/03/07 00:08:31
daj znac, jak cie dol dopadnie – zadzwonie i przypomne. no, chyba, ze sama bede w dolku
22/11/2011 o 3:40 PM
That was a frankly fun article…