weszlam przez linka u Kachy. poczytalam chwile. lata swietlne temu, a kurwa to samo mam we lbie. znaczy sie sieczke mam na mysli.
bez zmian. chwilowe “milosne” uniesienia przeszly w okamgnieniu i pozostal tylko lekki niesmak. a reszta jednak nie bez zmian. jest GORZEJ.ale ciagle jestem. nie pochlastalam sie, bo sie boje. nie skoczylam z budynku, bo w irl za niskie. przeczytalam wpis u Nasty i podpisuje sie pod nim dwiema rekami i czterema lapami kota (bo kot mnie zna i wie).
to nie jest zycie. to jest jakas pierdolona mordega, czekanie na jutro, jak czekanie na wygrana w lotka. i JUTRO nie dzieje sie nic innego, niz te same wkurwy, te same grymasy, te same mysli, ten sam brak odwagi. odlew mojego tylka mozna spokojnie zrobic wieczorem z mojej pseudo skorzanej sofy, no problem. siedze. i powiem wam, ze Nasty podziwiam, bo zrobila o wiele wiecej, trudniej i jeszcze baba ma ochote posprzatac. mi sie NIE CHCE NIC. zastanawiam sie, czy nie mam depresji. moze taka malenka.
fajnie wrocic. staralam sie odzyskac haslo do bloxa i wprowadzic sie, olaboga, na stare smieci, ale okazuje sie, ze juz za pozno. kiedys sciagnelam sobie cala pisanine na dysk. a pozniej mi zdechl laptop. na zawsze. lata klepania w klawisze chuj strzelil. ale jestem. moze wroce.
04/11/2010 o 11:41 AM
Jak masz dysk to jeszcze nie wszystko stracone… O ile nic z nim nie robiłaś
Dane nie znikają
07/11/2010 o 11:27 PM
No chwile czlowiek nie zaglada i juz prosze Nasty to Nasty tamto
Wezzzz, no!
Milion pincet razy Ci mowilam, ze dasz/my rade, w dupie mam sie poddawac!
No!